Czym jest autentyczna wiara i co to znaczy być wierzącym człowiekiem? Na pewno wielu z nas postawiło sobie te pytania choć raz w życiu. I choć „Dewocje” są dopiero rozpoczęciem mojej przygody z twórczością Pani Ciarkowskiej to muszę przyznać, iż nie rozczarowałem się.
Z początku moje obawy oscylowały wokół tego, że może to być kolejna książka „pełna antykatolickiego jadu”, która współczesną modę na antyklerykalizm ma wpisaną w swoją istotę. Na szczęście, w głównej mierze, oczekiwania wokół tej pozycji, które okazały się faktem, przyćmiły wcześniejsze uprzedzenia.
O czym zatem opowiada ta książka?
Jest to obraz polskiej, katolickiej wsi, przedstawiany za pomocą pięknych i ściśle związanych z przyrodą, metafor, które szczerze mnie urzekły. Pozycja próbuje ukazać punkt widzenia autorki na to, w jaki sposób katolicyzm wpływa na społeczność lokalną. Poruszane są tam takie tematy, jak: hierarchia społeczna, patriarchat, rytuały, istota cudów, klerykalizm oraz… no, właśnie – DEWOCJE. Te mogą być rozumiane, jako przerost formy nad treścią, czyli zinfantylizowana wiara, która tylko pozornie jest prawdziwa. I to właśnie dewocje rozumiane w taki sposób będą tutaj grały pierwsze skrzypce. W swojej subiektywnej skali wartości to powierzchowność jest uznawana przez dewotów za ich „wielką” i „nienaganną” wiarę, życie wartościami i identyfikację społeczną.
Dewoci nie są ludźmi prawdziwej wiary. Można powiedzieć, że to „faryzeusze” współczesnych czasów. Są to osoby, o których można by rzecz, że „Boga mają na ustach, a diabła w sercu”. Dla takich osób nadrzędne znaczenie będzie miało to, w jaki sposób mówią, a nie to, co robią. Dewocje są przerostem formy nad treścią i pozbawieniem się prawdziwej, wewnętrznej więzi z Bogiem oraz wartościami moralnymi.
Przykładowa „Jadzia” będzie więc uczęszczać kilka razy w tygodniu na mszę świętą, mieć wykrochmalone firanki w oknie, żegnać się przed każdą kapliczką i zdawać się być przykładną żoną. W rzeczywistości jednak będzie stosować wobec męża przemoc psychiczną, po niedzielnej mszy plotkować „na lewo i prawo” o tym, co kto nagrzeszył w ubiegłym tygodniu i szczerze nienawidzić osób niechodzących do kościoła. „Bo to przecież szatany,”, czy też „oni nie są od nas, są gorsi”. Dewocje Ciarkowskiej są okazją do rozmyśleń na temat skutków daleko posuniętej klerykalizacji i wewnętrznych podziałów społecznych, a także ich skutków. Czytając książkę, człowiek zdaje się mieć obraz wsi pozbawionej prawdziwych cnót. Ksiądz zamiast wspierać – zastrasza, matka ma idealnie wybraną ścieżkę życiową dla syna – bo przecież ksiądz w rodzinie to prawdziwy skarb, a plotki gonią plotki. Jak więc można dostrzec, pewna hermetyczna, odizolowana od zewnętrznego (złego) świata społeczność musi rządzić się z góry określonymi prawami. Każde odstępstwo od tychże reguł jest z automatu skazane na wszechobecną dezaprobatę, a nawet demonizację. I to bez wcześniejszego sprawdzenia, jak jest w rzeczywistości. Przewracając kolejne stronnice pozycji Ciarkowskiej, można odnieść wrażenie, że często to, w jaki sposób zachowują się przedstawieni tam ludzie – nie idzie w parze z nauczaniem Kościoła, który swoje prawdy opiera na Chrystusie i uczynkach miłosierdzia.
Tak, jak urzekły mnie wybujałe opisy otaczającego świata i dające do myślenia przykłady dewocji w środowisku głównej bohaterki (bo to z jej pozycji opowiadana jest cała historia), tak nie jestem w stanie do końca odkryć, ile w tej opowieści jest faktów, a ile wymyślnych mitów ubranych w „złocistą wstążkę”.
Czy zatem polecam ww. książkę, notabene nominowaną do nagrody NIKE? Oczywiście. Sądzę, że warto zapoznać się z przemyśleniami Ciarkowskiej na temat sposobu funkcjonowania katolików na „typowej” polskiej wsi, gdyż jest to dobrze napisana pozycja, która choć na chwilę pozwala poczuć się członkiem tamtejszej społeczności. To okazja do zachwytu nad krajobrazem, przy którego opisie aż czuć na twarzy muśnięcia wiejskiego zefiru. Uważam jednocześnie, że podczas czytania tej pozycji nie należy traktować jej, jako opis rzeczywistości, ale właśnie – jako przemyślenia autorki na temat tej kwestii.
Moja ocena: 7/10