Zawsze uczono mnie, że warto spełniać marzenia. Są one w końcu częścią naszego życia. Jedni pragną zwiedzić świat, postawić stopę na każdym kontynencie, ktoś inny odnieść sukces zawodowy, zdobyć sławę, cieszy się zainteresowaniem wśród ludzi, a jeszcze inni po prostu czytać swoje ukochane książki, w zaciszu swojego domu ogrzewanego ciepłem ogniska rodzinnego. Dlatego też postanowiłam zrealizować jedno z moich małych marzeń i zacząć pisać książkę. Pragnę, aby była ona moją odskocznią od codzienności, a dzielenie się nią z ludźmi jeszcze bardziej potęguje moją ekscytację.
Czego będzie dotyczyć? Luna-dwudziestosiedmioletnia kobieta-traci w pożarze swoją chorą matkę. Jej dom rodzinny w dużej części zostaje spalony, a ona sama bardzo zamyka się w sobie. Jej wspomnienia i wszystkie pamiątki pochłonął ogień. Dziewczyna przeszukując resztki tego co zostało z jej beztroskich wspomnień, zaczyna napotykać się na przedmioty i fotografie, które zmieniają jej spojrzenie na przeszłość i pełnię szczęścia jaką było jej dzieciństwo. Co będzie prawdą, a co jedynie wspomnieniem z ukrytym dnem?
PROLOG
Czytam. Zmęczenie bardzo się na mnie odbija. Powieść dziwnie się zapętla. Literki zmieniają kolejność, a ja staram skupić się na ich poprawnej kolejności. Cofam się o dwie linijki. Nie pamiętam kontekstu. Co zrobiła główna bohaterka? Cofam się kolejne kilka linijek. Słowa układają się wciąż w inne szyki. Czytam po raz kolejny teoretycznie przeczytane już zdania. Młodzi, zakochani w sobie po uszy, stają się starym małżeństwem. Co się tu dzieje? Romans kultowego literata zmienia się za każdym razem gdy powtarzam zdanie. Czytam zdania na głos: Biegł podążając za głosem swojej żony. Wołała go, jak gdyby działo się coś strasznego. Strona 84. Przed paroma chwilami młodzi kochankowie całujący się przy świetle księżyca. Czytałam tę stronę kilka razy. Dlaczego wszystko się zmienia w takim tempie? Może to po prostu sen? Zasnęłam z książką, a to, co czytam jest po prostu dziwnym lękiem przed życiem i ludźmi. Przecież to w snach ujawniają się nasze najskrytsze obawy. Wszystkie fobie i urazy trzymane w sobie przez lata. Ale ja przecież wiem kiedy zasypiam. Zawsze w śnie widzę pustkę i nic poza tym. Wszystko zaczyna wirować. Ja jednak zostaję w miejscu. Moje mieszkanie zmienia się. Widzę nowe rzeczy. Wszystko się starzeje, zostaje wymienione na nowe, zastąpione lepszym. Widzę powoli skręcaną kołyskę. Wszystko się porusza. Kurz z pomieszczenia opada i wznosi się za każdym razem, gdy dokonywana jest jakaś zmiana. Słyszę huk. Zatykam uszy z przerażeniem rozglądając się wokół. Patrzę na dłonie. Są stare i pomarszczone. One są moje? Ja mam dopiero 22 lata. To niemożliwe. Słyszę ogłuszający szum. Kurz wznosi się po raz kolejny. Wszystko wiruje coraz szybciej, a tylko ja i moja książka stoimy na środku bezwładnie poddając się każdej z fal tej dziwnej energii. Zamykam oczy ściskając opowieść swoimi cherlawymi dłońmi. Wszystko ustaje. Leżę na łóżku z moją książką. Rozglądam się wokół, gdzie wszystko wygląda całkiem inaczej. Czuję zapach spalenizny, lecz nie rusza mnie to. Na razie włada mną ochota przeczytania jeszcze jednego zdania książki. Czuję, że ona da mi odpowiedź. Otwieram na ostatniej stronie. Widzę wyraźnie podkreślony Epilog. Czytam go na głos, by mieć pewność co przeczytałam, mimo że zmęczenie odeszło już dawno. Odeszła wraz z ogniem. Czy to niepokój? Tak, to na pewno to. Każdy w tak dziwnym śnie czułby to, co ja. Zapach jest coraz wyraźniejszy, a ja zaczynam się nerwowo rozglądać. Pragnę wstać i otworzyć drzwi. Myślę o tym tak intensywnie, że dzieje się to samo z siebie. Przez futryny do pomieszczenia wdzierają się tańczące płomyki. Iskierki zabawnie figlują, a ja patrzę w nie jak zahipnotyzowana. Tak bardzo chciałabym je dotknąć lecz nie mogę. Leżę i nie jestem w stanie wstać. Oddaje się widokowi zbliżających się chochlików. Wołam o pomoc, lecz moja dusza chce być z nimi. Aleksander! Pomóż mi! Błagam… niech ktoś mi pomoże! Dlaczego ja to krzyczę? Jestem przecież szczęśliwa. Leżąc oddaje się przyjemności jaka mnie ogarnia. Zasypiając słyszę jeszcze tylko ciche wołanie gdzieś z korytarza. Aniu! Kochanie odezwij się! Wszystko milknie. Ciemność, czarna dziura. Widzę tylko książkę. Życie w ogniu mojego autorstwa. Obraz się rozmazuje, a ja wiem, że to było moje życie. Ono tak jak i wszystko ulatuje zanim zdążymy się obejrzeć. Wszyscy spisujemy księgi życia. Księgi, będące często po prostu nie odkrytymi przez nikogo powieściami. Moja powieść mimo 84 stron była zbyt krótka, zbyt mało charakterystyczna… Jej części zapamiętają tylko niektóre osoby, będące w czasie jej spisywania blisko mnie. Możliwe, że za kilka lat nikt już nie będzie pamiętał młodej dziewczyny przeżywającej wzloty i upadki… Możliwe, że nikt nawet nie zapamięta tej starej kobiety, przykutej do łóżka, dla której ogień stał się wybawieniem… Ale ona zapamięta te twarze. Te radosne momenty z młodym chłopakiem o cudnym imieniu Aleksander. Te wszystkie momenty, które były dla nich radosne i smutne. Ona zapamięta wszystko. Oby tylko jej powieść nie spłonęła…