Las z wełny i stali Natsu Miyashita

Las z wełny i stali Natsu Miyashita

Jedna przypadkowa chwila, może odmienić życie. Jedno przypadkowe spotkanie może nakreślić ścieżkę, którą będziemy podążać. Tomura mieszka w małej górskiej wiosce w Japonii. Uczęszcza do pobliskiej szkoły. Pewnego dnia nauczyciel prosi, żeby zaprowadził pana Itadori do sali gimnastycznej. Wykonuje jego polecenie. W sali znajduje się fortepian, który mężczyzna ma nastroić. Tomura zaczyna przyglądać się jego pracy z narastającą fascynacją. W jego głowie wnętrze fortepianu rysuje się jako las. Las z wełny i stali. Chłopak jest oczarowany, i w jednej krótkiej chwili, postanawia zostać stroicielem fortepianów. Pan Itadori widząc jego fascynację wręcza mu wizytówkę i poleca szkołę, w której nauczy się zawodu. Tomura wyjeżdża ze swojej wioski do miasteczka i przez dwa lata uczy się, następnie zostaje zatrudniony w sklepie muzycznym pana Itadori. Tomura jest na początku swojej drogi, studia dały mu tylko podstawy, teraz musi nauczyć się zawodu w praktyce.

Zastanawiałem się: co jeszcze powinienem robić powoli i wytrwale? W każdej wolnej chwili stawałem przed fortepianem, otwierałem klapę i zaglądałem do środka. Osiemdziesiąt osiem klawiszy, do każdego od jednej do trzech stalowych, naciągniętych strun, młoteczki podobne do pąków magnolii japońskiej; zawsze kiedy widziałem, jak spoczywają w równym rzędzie gotowe do uderzenia, odruchowo prostowałem plecy. Pięknie wyglądał ten pełen harmonii las. „ Piękno” było dla mnie nowym słowem, tak samo jak „poprawność”. Póki nie spotkałem na swojej drodze fortepianu, nie zwracałem na to pojęcie uwagi. To trochę co innego niż niewiedza. Znałem wiele pięknych rzeczy, ale zwyczajnie nie potrafiłem sobie tego uświadomić

 

”Las z wełny i stali” to piękna, leniwie płynąca opowieść o dojrzewaniu, a także nauce zawodu. Tomura jest bohaterem, który bardzo chce zostać stroicielem fortepianów. Nie jest to jednak łatwa droga, z czego bohater doskonale zdaje sobie sprawę. Początki zawsze są trudne, popełnia się wtedy wiele błędów. Autorka w piękny sposób przedstawia naukę zawodu jako długotrwały proces. Tutaj nie da się pójść na łatwiznę, na skróty. Wytrwałość, nauka krok po kroku, lata praktyki będą przybliżać bohatera do osiągnięcia wymarzonego celu. Na początku Tomura jest tylko praktykantem, nie może sam stroić fortepianu. Przygląda się jak robią to doświadczeni stroiciele, a po godzinach może ćwiczyć na fortepianach znajdujących się w sklepie muzycznym. Chłopaka ogarniają coraz większe wątpliwości, czy naprawdę ma talent, czy kiedyś uda mu się nastroić właściwie instrument? Dostrzega swoje braki, studia nauczyły go tylko podstaw. Podziwia umiejętności starszych kolegów z pracy, czerpiąc od nich wiedzę. Przypatruje się każdemu strojeniu robiąc notatki. W tym zawodzie kluczowy jest nie tylko fortepian. Istotna jest również osoba na nim grająca. Razem z bohaterami wchodzimy do domów, w których mieszkają pianiści. W jednym trzeba nastroić przez lata nieużywany instrument. W innym jest to tylko coroczna kontrola, dla kogoś kto nieprzerwanie gra. Każdy z klientów jest specyficzny, dla każdego trzeba dobrać odpowiednie brzmienie, dopasowane do indywidualnego stylu gry. Stroiciel fortepianów jest więc zawodem, którego nie da się nauczyć powielając schematy, fortepiany różnią się od siebie, tak samo jak każdy grający na nich.

Oprócz głównego bohatera poznajemy inne osób, dla których muzyka i jej brzmienie znaczą coś zupełnie innego. Pozostali pracownicy sklepu muzycznego, oprócz Itadoriego, to pana Akino i Yanagi, od których chłopak uczy się zawodu. Tomura rozmawia z nimi, zadaje pytania i podziwia ich wieloletnią pracę. Także niektórzy klienci mają tutaj swoją historię.

Akcja powieści rozwija się powoli, niespiesznie, pochyla się nad małymi rzeczami. Ta poetycka, nostalgiczna opowieść pozwala dostrzegać piękno codzienności, kryjące się w zwyczajnym małym miasteczku. Stroiciele pracują dla zwykłych ludzi, nie poruszają się po wielkich salach koncertowych, profesjonalnych pianistów. Tworzą dla tutejszych mieszkańców: tych obdarzonych talentem, którzy być może zagrają na wielkich scenach, ale i dla tych którzy chcą grać tylko dla siebie lub znajomych. Czytelnik zastanawia się czy taka praca daje satysfakcję, czy można czerpać z niej radość?

Pachniało lasem. Takim jesiennym, niedługo przed zachodem słońca. Wiatr kołysał drzewami, liście szeleściły. Czułem wioń lasu, w którym powoli zapada wieczór. Problem w tym, że w pobliżu żadnego lasu nie było. Wdychałem suchy zapach jesieni, miałem nawet wrażenie, że ogarnia mnie półmrok, a przecież stałem w rogu sali gimnastycznej mojego liceum (…) Przede mną stał wielki czarny fortepian.(…) Obok stał mężczyzna. Zerknął na mnie, ja nic nie mówiłem. Kiedy nacisnął kilka klawiszy z lasu pod wiekiem znów napłynął zapach kołysanych wiatrem drzew.

Porównanie fortepianu do lasu jest tutaj kluczowe. Tomura bardzo często nad tym rozmyśla. Wychował się w górskiej wiosce, gdzie las był na wyciągnięcie ręki. Bohater obcował od dzieciństwa z pięknem przyrody. Dźwięki lasu przeplatają się i współgrają z dźwiękami muzyki klasycznej wybrzmiewającej z fortepianu. Razem z Tomurą zaglądamy do wnętrza tego pięknego instrumentu, słyszymy dźwięki, które się z niego wydobywają. Te fałszywe i te już nastrojone. Odkrywamy złożoność tego instrumentu wchodząc coraz głębiej do lasu. Podążając jego ścieżką, słyszymy szum drzew, spadających liści jesienią. Chcemy iść tą drogą aż do końca, ciekawi dokąd nas zaprowadzi i co odnajdziemy na jej końcu.

Autorka przybliża nam zawód stroiciela fortepianu. Tutaj to oni grają pierwsze skrzypce. Oglądając występy pianistów nie widzimy stroicieli, jednak to od nich zależy jak będzie brzmiało wykonanie muzyków. To dzięki nim słyszymy dźwięki rozchodzące się po pomieszczeniu. Muzycy są od nich zależni, nie istnieją samodzielnie. To tak jak z np. filmami wyświetlanymi w kinie. Widzimy tylko aktorów grających rolę, ale oprócz nich na planie jest mnóstwo innych osób, którzy nie pojawiają się na ekranie, ale bez nich nie powstałby żaden film.

Książka pozwala nam się zatrzymać. Dostrzec szczegóły, na które w pośpiechu nie zwracalibyśmy uwagi, które umykają w biegu. Świat który nas otacza pędzi w zawrotnym tempie. Opowieść pokazuje również naukę zawodu, jako długotrwałą pracę. W świecie, gdzie każdy chce zarobić jak najwięcej pieniędzy w jak najprostszy, najszybszy sposób, nie męcząc się przy tym zbytnio. Tutaj jest na odwrót, to długie lata nauki powodują, że w końcu możemy osiągnąć cel lub może nam się to wcale nie udać. Czasem trzeba z czegoś pokornie zrezygnować na rzecz czegoś innego. Czy ta jedna chwila, która odmieniła życie Tomury i decyzja wtedy podjęta były właściwe? Czy chłopak nauczy się zawodu i osiągnie wymarzony cel? Czy jednak zawód ten go przerośnie i będzie musiał pogodzić się z porażką i szukać innego zajęcia?